Zakładając tego bloga obiecałem sobie, że będę go pisał dla rozrywki. Nie tylko swojej ale także potencjalnych czytelników… że będę pisał o rzeczach wesołych, zabawnych wręcz prześmiewczych… że będę wywoływał uśmiech na twarzach nawet najbardziej zgorzkniałych tetryków. Miałem nadzieję, iż moje przemyślenia zabrudzą nie jedną bieliznę od śmiechu.

Niestety z czasem okazało się, że w głowie pojawiają się smutne myśli. Tak jak w życiu. Nie zawsze jest pięknie, kolorowo. Nie zawsze miłość czeka na każdego za rogiem a pieniądze sypią się z nieba gdy każdy dzień jest piękniejszy od poprzedniego.

Przykro mi ale tak nie jest. Świat jest pełen bólu, cierpienia, smutku, łez ( i bynajmniej nie mam tu na myśli łez szczęścia) i co najgorsze śmierci. Ta mała czarna franca terroryzuje nas od niepamiętnych czasów, od początku istnienia tego całego wszechświata. Jak czasem można ją zrozumieć gdy przychodzi po człowieka w wieku 150 lat, który stracił na tym świecie już wszystko. Pochował dzieci, rodzinę, przyjaciół a sam o własnych siłach nie może nawet skorzystać z toalety, jak cywilizowany człowiek… Po człowieka, który co miał zrobić na tym świecie już zrobił. I przeżył je tak jak mógł i sumienie mu na to pozwalało. Tak śmierć przychodzi znienacka i to wybiera sobie ludzi z całkiem nam nie jasnych powodów. Bo czymże zasłużyło sobie dziecko małe, roczne czy dwu letnie, które jeszcze nawet nie poczuło smaku życia… Wiatru z rosą o poranku… Adrenaliny, która daje siłę by przenosić góry.

Lecz jest jeszcze jedna grupa ludzi, których namierzyła sobie śmierć. I właśnie na nich pokazuje jaką jest chorą psychicznie sadystką. Mówię tu o ludziach młodych – nastolatkach, których rozumy już są na tyle rozwinięte, że doskonale rozumieją co się z nimi dzieje. Muszą patrzeć jak choroba wykańcza ich oraz tych których najbardziej kochają. I jak już są na skraju załamania i poddania się, życie podsuwa im okruch szczęścia. Czasem jest to nowy lek, który daje nadzieję na lepsze jutro, czasem jest to jakiś sponsor który ufunduje operację ratującą życie lub umożliwiające jego kontynuowanie w ludzkich warunkach. Albo najgorsze z tego wszystkiego – prawdziwą miłość. Stawia na drodze i tak już cierpiącej do granic możliwości osoby, coś najpiękniejszego na świecie… Coś o czym rozpisywali się najwięksi poeci tego świata. Coś czego żadne słowa nie opiszą bo każdy odczuwa ją inaczej. Jedyną cechą wspólną tego uczucia u każdego człowieka jest tak chwila uniesienia. Uczcie, które z niczym nie może się równać. Uczucie, które staje naprzeciw każdemu problemowi i wygrywa każdą walkę. I jak już ta chora psychopatka w czerni da tyle siły, da skrzydła, które niosą ku gwiazdom – zabiera je. I to tak brutalnie, jak nie da się nawet wyobrazić. Odbiera ją nagle i brutalnie.

Jak dla mnie to jest podstawą życia naszego na ziemi. Znaleźć sposób by raz na zawsze uciszyć tego chorego, bezkarnego, seryjnego mordercę.

Niestety, nie da się tego zrobić z prostego powodu:

Z wiekiem nauczyłem się, że ludzi można podzielić na trzy grupy:

przyjaciół, znajomych, ludzi obojętnych nam,wrogów i nieznajomych. I z prostej definicji można by rzec, że każdy szuka tych pierwszych. Uwielbia mieć przyjaciół, którym może powiedzieć wszystko i liczyć na nich o każdej porze dnia i nocy. Być pewnym, iż któregoś dnia gdy zadzwonisz i powiesz „ mam wszystkiego dość” za 10 minut ta osoba zapuka u twych drzwi i będzie miała dość wszystkiego razem z tobą. By potem nakopać ci do dupy tak mocno by nigdy więcej taka myśl nie przyszła ci do głowy. Znajomych i ludzi obojętnych pominę, gdyż poznajemy ich tylu – że wielu z nich nawet nie miało tyle siły by zostawić jakikolwiek tatuaż w naszych głowach. I pozostali tylko wrogowie i nieznajomi których każdy na samym wstępie skreśla traktując ich z góry że są najzwyczajniej w świecie niepotrzebni nikomu do szczęścia.

I tutaj jest właśnie nasz błąd, gdyż według mnie tą tabelę trzeba odwrócić. Bo na miano przyjaciela dzisiaj już mało kto zasługuje. Nie zrozumiecie mnie źle. Nie mówię, że ich nie ma bo są i te jednostki trzeba chronić jak nasze dobro planety ziemia. Ale w dzisiejszych czasach najczęściej nóż w plecy wbije ci właśnie osoba, którą uważałeś przez całe życie za przyjaciela. Gdy zadzwonisz do niej i powiesz „ mam wszystkiego dość”, z reguły usłyszysz w odpowiedzi „no ok. spoko. To daj znać jak ci się odmieni”. A na skraju załamania gdy jedyną twoją myślą jest by spojrzeć prosto w oczy tej czarnej mambie z kosą, pojawia się człowiek którego pierwszy raz na oczy widzisz i wyciągnie cię z tej czarnej dziury.

Dlatego też zmierzając do końcowego wywodu mojej wypowiedzi by stawić opór śmierci i mieć szansę z nią walczyć zacznijmy walczyć jak drużyną. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Zróbmy chociaż jeden dobry uczynek dziennie dla człowieka którego nie znamy ale nie dlatego by oczekiwać czegoś w zamian – tylko po to by na naszych twarzach jak najrzadziej pojawiały się łzy, ból i cierpienie. Ból, jest taki francowaty, że istnieje po to byśmy go czuli ale i jego da się zniszczyć.

Częstochowa 08.02.2015

Brzęczyszczykiewicz