Tak się zdarzyło, że budząc się rano w poniedziałek moje gardło przypominało twarz Quasimodo, który wyszedł z testów nowej broni biologicznej. Oddech przypominał Dartha Vadera a czoło osiągnęło temperaturę słońca. Jednym słowem L4, jak malowane. Tydzień wolnego beztroskiego lenistwa.

Ostatnimi czasy praca pochłaniała każdą moją myśl, każdą sekundę mojego życia. Wysysała ze mnie ostatnią kroplę krwi, jak hrabia Drakula. Pożerała kawałek po kawałku, jak kanibale z programu Wojciecha Cejrowskiego. Dlatego taki wolny tydzień był dla mnie jak raj na ziemi. Jak nie zapowiedziane wakacje na Bora Bora. To tak jak by podeszła do mnie Cameron Diaz i porała mnie na tydzień na bezludną wyspę.

Więc pierwsza myśl to kobieta w pracy, dzieci nie posiadam, więc nareszcie sobie odpocznę i się zrelaksuje.

Z samego rana zaraz po wizycie u lekarza zrobiłem sobie pyszne śniadanie i kawę. Po przemyśleniu było to moje pierwsze normalne ( nie w biegu w aucie ) śniadanie. Zaraz po tym zabrałem się za relaksacyjne czytanie gazety. A tam znów sprzedali kawałek Polski, kogoś zabili, ktoś strajkuje, jednym słowem armagedon. Więc zabrałem się za dodatek o gospodarce. Ale tego akurat nikomu nie polecam jedyne co zrozumiałem to to, że po przejściu na emeryturę – co w moim przypadku będzie w wieku 142 lat – dostanę całe dwa złote.

I po godzinie 12 stwierdziłem że dopada mnie straszna nuda. Poszedłem do lodówki po jakąś przekąskę ale ponieważ jest poniedziałek zastałem tam echo jak na Giewoncie.

Doszedłem do wniosku że pora otworzyć do kogoś usta i wykonać parę telefonów. Ale i tu spotkała mnie niespodzianka. Każdy albo był w pracy, albo zajęty czymś tak strasznie jak by właśnie przeprowadzał transplantację mózgu człowieka do owcy (lub zwyczajnie był poza zasięgiem).

Szarlatani oraz szamani z pobliskich wiosek, którzy raczą zwać się lekarzami stwierdzili u mnie niegroźne zapalenie gardła. Choć jak dla mnie to bzdura bo pewnie jestem pierwszym w Polsce nosicielem eboli, która zmutowała z ptasią grypą a na deser zaprosiła sobie do imprezki w moim organizmie malarię. Z tych przyczyn odpadał spacer choć za oknem piękne słońce, które rozbija swoje promienie na topniejącym śniegu. Przepiękny zimowy krajobraz. Uświadomiłem sobie, że bardzo dawno już nie stałem tak w oknie i nie przyglądałem się naszej ziemi -temu co nas otacza i piękna, które tworzymy.

Po tych przemyśleniach poszedłem jeszcze raz do lodówki upewnić się że nie przeoczyłem jakiegoś kabanoska lub choć jednego zaginionego samotnego ogóreczka kiszonego. Niestety dalej w lodówce było tylko światło.

I wtem poczułem smyranie w głowie niczym to które musiał czuć Tomas Edison kiedy wpadł na pomysł by opatentować żarówkę. Czas odpalić magiczne pudełko z malutkimi ludzikami zwane telewizorem. Myślę sobie to mi da wiele godzin rozrywki zanim ktoś z domowników lub znajomych odnajdzie moje strawione chorobą wygłodzone ciało. Kanał pierwszy „ Rolnik szuka żony”, drugi – „Dlaczego ja ???„ Trzeci – „Cała prawda”, czwarty – „Wybacz mi”, piąty – Esmeralda ( i tu mnie zaskoczyło nie sądziłem, że jeszcze ktoś to o tym pamięta). Przecież to nie możliwe by nawet telewizja była tworzona dla ludzi pozbawionych jakiejkolwiek odmiany ambicji. Programy, które zrobiły by sieczkę z mózgu nawet profesorowi, Janowi Miodkowi. Spokojnie taki blok seriali typu „Dlaczego ja???” można używać w tajnych więzieniach CIA. Po 24 godzinach takiej sieczki każdy najbardziej zagorzały terrorysta, wyśpiewa wszystko nawet z inwokacja z „Pana Tadeusza”.

Stwierdziłem, że zostało mi tylko sprawdzenie czy przypadkiem nie jestem magiem i w magiczny sposób siłą umysłu nie wyczarowałem zamarzniętej kury w swojej lodówce. Niestety tam dalej bez zmian, wieje halny.

I na tym oto momencie moja radość z tygodnia wolnego przekształciła się w trwogę i strach co ja będę robił przez ten cały tydzień. Na szczęście zostały jeszcze książki. Ale co będzie jeśli i te stworzone przez nowe pokolenie idiokracji będą służyły do zredukowania mojego IQ do 10 ????

Strach się bać !

 

Częstochowa,

Brzęczyszczykiewicz