Jak co sobotę, skoro świt (o 12:00) wstałem z łóżka. Jak zawsze ślimaczym krokiem udałem się do kuchni by zrobić sobie kawkę… I jak co sobotę siadłem sobie z tą kawką na kanapie i zacząłem rozmyślać jak zagospodarować Nam weekend. Za oknem świeciło piękne słońce, które wdzierało się do mnie od salonu. Niestety przez to piękne światło spostrzegłem, że mieszkanie zaczyna powoli żyć własnym życiem. Zauważyłem też dużą szansę, że dzięki mojej kuchni mam szansę na zdobycie nagrody Nobla, w dziedzinie biologii. A to wszystko dzięki polskiej służbie zdrowia, która stwierdziła, iż mam sporą nadwagę. Więc przegoniła mnie po każdej możliwej przychodni w moim mieście.

Ale wracając do tematu, zabrałem się w takim razie za sprzątanie, pranie i szorowanie.

Tak się rozpędziłem, że postanowiłem posprzątać też w starych pudłach upchanych na dnie szafy. W jednym z nich znalazłem ciekawą książkę, która natchnęła mnie do pewnych refleksji. Było to „Koło czasu”, Roberta Jordana. Powieść utrzymana w klimacie fantasy – z orkami i tym podobnymi stworami. (tak kiedyś lubiłem takie klimaty). Ale jak to sam tytuł mówi – opowiada o tym, że czas co paręset lat zatacza koło i świat (życie) zaczyna się od początku. Obserwując naszą znaną historię, tak właśnie się dzieje.

Zacznijmy od bardzo drażliwego tematu jakim jest religia.

Kiedyś, z tego co nas uczono, wierzyliśmy w wielu bogów. Zależnie od pochodzenia jeden rządził wodą, inny ziemią, a jeszcze inny kwiatkami w doniczkach. Był też oczywiście jeden szef- szaf wszystkich szefów – Krzysztof Jarzyna że Szczecina, który rządził całą tą nadludzką siłą.

Po pewnym czasie paru gości od marketingu i polityki ( byli tam też genialni goście od reklamy) stwierdzili, iż ludzi ostatnio tak przybyło, że zaraz stworzą sobie nowych bogów. Zatem wpadli na genialny pomysł i stwierdzili, że skoro jest jeden bóg (ten który rządzi innymi) – to po co mu pośrednicy? W końcu jest wszechmocny. Po jaką cholerę mu rada nadzorcza? Żeby rozkradli i sprzedali mu najlepszy biznes w dziejach? Tak więc ów panowie (lub panie) stwierdzili, że wymyślą przemianę w jednego Boga. I tak też się stało. Wymyślili paru proroków, którzy wymielili zasady. I tak np. w chrześcijanizmie określili ( tak mimo wszystko co tutaj teraz napiszę jestem chrześcijaninem i wierzę w jedynego Boga) głównymi zasadami, 10 przykazań bożych. Ale dlaczego 10?? otóż: Z marketingowego punktu widzenia 10 jest najbardziej powtarzana liczbą. 9 to takie hmmm trochę mało a 11 to „oszalałeś ?? 11? Wolę wcześnie zwymiotować swoją śledzionę nosem niż stosować się do 11 zasad – stąd jest zawsze top 10. Z czego połowa z nich jest wymyślona na siłę (np. biorąc pod uwagę pierwsze trzy). Opowiadają o tym samym: nie będziesz miał cudzych bogów przede mną, nie będziesz czcił innego boga i byś święcił dzień święty. To przecież oczywiste, że nie będę robił nic z tych rzeczy, jeśli będę wierzył w jednego? Po co mi to 3 razy przypominać. A co do dnia świętego to czemu nie jest określony. który to dzień będzie świętym ? Pewnie by zostawić lukę prawną dla przyszłych pokoleń – bo kto wie co przyniesie przyszłość?

Następne opowiadają: nie kradnij czy nie kłam. Przecież kradzież i kłamstwo to ten sam worek. Jak policja łapie złodzieja i dwóch bardzo inteligentnych panów z prewencji pyta: „ czy to ty włamałeś się do monopolowego i ukradłeś klucze do sklepu’’. Odpowiedz na 99% będzie brzmiała:” ni cholery panie władzo mnie tu nawet nie ma ja gram w brydża z Józkiem spod 8-mki” :D.

Więc śmiało można by te przykazania spokojnie skrócić do 5 sztuk by szybciej, łatwiej i przyjemniej je zapamiętać. I tak pierwszym moim przykładem tego króliczka czasu jest religia. Kiedyś było wiele wierzeń potem przyszedł czas, że przymykając oko na 5 przykazanie „nie zabijaj”, wymordowaliśmy pół Europy by inni zaczeli wierzyć w jednego Boga. I teraz dzieje się dokładnie to samo. Ci goście z ręcznikami na głowach. Każących zasłaniać przed światem to co najpiękniejsze stworzył, czyli kobiety. Zabija wszystkich i wszystko co zjada biedną świnkę i chodzi z dekoltem. Bo co człowiek, to wyznanie i religia. Każdy wierzyć zaczyna w co innego. Od Boga przez Buddę do zielonego ludka z planety „szpital psychiatryczny”.

Kolejną rzeczą jaka się w kółko powtarza, to jedno z naszych ulubionych hobby. Czyli wojna. I niech mi nikt nie mówi, że tak nie jest. Na tym świecie żyjemy zaledwie ułamek sekundy a i tak cały czas gdzieś na świecie toczy się jakaś wojna. To Amerykanie napadają w imię pokoju na każdy kraj, gdzie znajdą ropę, gaz lub cygara. To Rosjanie, których chore ego podpowiada, że ich moszna jest największa na świecie i każdy ma jej słuchać, do wspomnianych wcześniej panów z ręcznikami kąpielowymi na głowie zabijających w imię czegoś czego nawet nie widzieli. Zabijamy w imię Boga, chciwości, zazdrości lub czystej chęci zabijania. Krzyczymy wszyscy, że tak nie wolno, że to źle. Ale jak zawsze na krzykach się kończy. Tak było gdy wujek Adolf, napadł na Polskę. Wielka Brytania krzyczała jaka to krzywda, jak on tak mógł itp. I co z tym robili? Absolutnie nic. Tak samo jest teraz z Ukrainą. Wujek Władek w rękawiczkach rozkrada Ukrainę, krok po kroku. A cały świat jest tym faktem stanowczo oburzony – krzyczy, że tak nie można. I co w związku z tym ja się pytam? Krzyczą, piszczą ale i tak z ruskimi handlują i tak kupują od nich ropę i gaz. I tak jak zawsze będą tylko krzyczeli.

I tak oto historia zakrąża koło. Za chwilę znów będzie wojna. Religijna, czy z powodów jakiegoś chorego ego z przerośniętą moszną. I tak znów będziemy krzyczeć, jak to źle zabijać a po chwili sami wbijemy nóż innemu człowiekowi. A ja osobiście boję się jednego. Że spełnią się słowa Alberta Einsteina: „nie wiem jakiej broni użyją w czasie III wojny światowej ale IV będzie na pewno na patyki i kamienie’’. A co jeśli taka Atlantyda istniała? I nie było to miasto czy państwo a cywilizacja cała? Tylko tak samo wykończyła ich III wojna światowa? Kto wie.

 

Brzęczyszczykiewicz

 

23.08.2015